O WOLNOŚCI NA PUERTO RICO

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Pin It Share 0 Google+ 0 0 Flares ×

Od czasów rdzennych mieszkańców wyspy Tainów, przez kolonię hiszpańską, a w końcu po prezydenturę Baracka Obamy, Puerto Rico zdążyło przesiąknąć istną mieszanką kulturową. Ta urokliwa wyspa w Ameryce Środkowej, dawno już zatraciła swoje „ja”, wyparła je niemal ze świadomości i schowała w otchłani Oceanu Atlantyckiego.

puer

      Gdy w grę wchodzi walka o wolność, ludzie zdolni są do poświęceń. Utrata tożsamości ściśle wiąże się z pojęciem wolności, a co jeżeli tej wolności nigdy nie było, a tożsamość od wieków zdaje się błądzić? Kim są mieszkańcy Puerto Rico? Czy czują się wolni?

 Egzotyczny melanż

     Rajskie plaże, przejrzysta woda, wysokie palmy kołyszące się na wietrze, nieustające odgłosy owadów, unosząca się w powietrzu słodka, letnia woń, po prostu magia. Magia, która jednoczy trzy różne kultury i nic ma w tym nic dziwnego, iż tutejsi mieszkańcy sami zaczęli się zatracać we własnej tożsamości, co nie znaczy jednak, że przestali o nią walczyć.

     Te kultury czuć. Na ulicach, w powietrzu, w kolorze skóry każdej napotkanej osoby, nawet w jej spojrzeniu. Każdy Portorykańczyk i jego historia są najlepszym dowodem na to, jak przewrotny potrafi być los i jak różne bywają oblicza wolności.

Poniższa opowieść ma zachęcić nie tylko do bliższego zapoznania się z nietypowym „melanżem” kulturowym wyspy oraz jej mieszkańcami, ale też do krótkiej refleksji nad pojęciem jej wolności i osobliwej historii.

 Hiszpańska modlitwa

     Manati, niewielka miejscowość na północy wyspy. Środek lata, krajowa dwójka. Lejący się z nieba żar, czterdzieści stopni w cieniu, wszechobecna duchota i samochody, które nawet nie myślą, by się zatrzymać. Poboczem idzie starszy pan, ciągnie za sobą wózek ze złomem, jest zmizerniały, jego twarz wyraża cierpienie. Kim on się czuje? Jaka krew płynie w jego żyłach – indiańska, amerykańska, hiszpańska? Na te i inne pytania próbuję sobie odpowiedzieć czekając na wybawcę, który zawiezie mnie do San Juan, stolicy wyspy. Świst goni świst, auta migają mi przed oczami.

     Widzę jak stara honda, która przed chwilą mnie minęła, zatrzymuje się i po chwili cofa. Otwierają się drzwi i zostaję gestem zaproszona do środka. W środku wystrój na modłę hiszpańską – przeważa kolor różowy, figurka Matki Boskiej w centralnym miejscu i dobiegająca z odtwarzacza muzyka modlitewna. Mężczyzna i kobieta w średnim wieku są bardzo życzliwi. Wykluczam, jakoby mogli mieć coś wspólnego z kulturą amerykańską – po angielsku znają tylko parę słów. Mogą mnie podwieźć do najbliższej miejscowości. Jedziemy w milczeniu, mijamy kolejne zaniedbane budynki, stare opuszczone fabryki. Kobieta zmienia płytę na bardziej wesołą i zaczyna wydawać z siebie melodyjne dźwięki. Rozbrzmiewają hiszpańskie rytmy, głos kobiety jest donośny. Zapada w trans. Mijają kolejne kilometry, podczas których chłonę hiszpańską atmosferę. Dojeżdżamy na miejsce, łapię za klamkę, jedną nogą jestem już na ulicy, gdy nagle słyszę jej głos:

– Wait!

Czekam. Kobieta łapie swojego męża za rękę i zaczyna odmawiać modlitwę. Ma zamknięte oczy. Zdziwienie, oszołomienie, ciekawość i setki pytań kłębią się w mojej głowie. Po co? Dlaczego? Na te pytania jeszcze nie znam odpowiedzi, ale wiem już, że modlitwa ma jakiś cel.

 Kulturalny maczo

     Niedługo zapadnie zmrok. Powietrze ustało. Żar południowego słońca pozostawił w nim swój ślad. Stoję na rozwidleniu krajowej dwójki i autostrady numer 22. Do San Juan zostało jeszcze trzydzieści mil i niecała godzina jazdy. Podobno podróżowanie autostopem po Puerto Rico jest niebezpieczne. Przez chwilę nawet tak myślę. Gdy czarnoskóry chłopak, jadący na rowerze, obwieszony srebrnymi łańcuchami, w stanie wskazującym na spożycie środków rozweselających, mamrocze coś do mnie amerykańskim akcentem, jestem lekko zlękniona.

– Be careful, there’re many freaks here!

Wierzę na słowo. W tym momencie zajeżdża czarny saab. Mężczyzna w średnim wieku jedzie prosto do San Juan, wsiadam.

     Kulturalny, portorykański maczo – to pierwsza myśl, która wpada mi do głowy. Ciemna karnacja, czarne włosy, złoty łańcuszek z krzyżykiem. Tylko jedna rzecz mi się nie zgadza – maczo mówi perfekcyjnym amerykańskim akcentem. W odpowiedzi na pytanie czym się zajmuje, opowiada skróconą wersję swojego życia. Kilkanaście lat temu po rozwodzie z żoną wyemigrował do Stanów walczyć o lepsze życie. W Puerto Rico został jego syn, który po latach rozłąki i tęsknoty za ojcem, przekonał go, by ten wrócił na wyspę. Mkniemy pustą autostradą, z jednej i drugiej strony rozciągają się bujne zarośla.

– Niegdyś były tutaj plantacje bananów, za dzieciaka kradliśmy je, a później uciekaliśmy ile sił w nogach. – Maczo z uśmiechem wspomina tamte lata. Na pytanie, czy cieszy się z powrotu na wyspę odpowiada wzruszeniem ramion i dodaje:  

– Gdyby nie mój syn, nie byłoby mnie tutaj. Najpierw mnie namówił na powrót, a później sam uciekł na ląd, ja już nie miałem tyle odwagi.

Pomimo odczuwalnej nostalgii w jego głosie, wygląda na szczęśliwego. Ma pracę, którą lubi – współpracuje z wymiarem bezpieczeństwa, a kiedy potrzebuje spokoju od łapania przestępców, ucieka na piaszczystą plażę. Mówi, że niczego więcej do szczęścia nie potrzebuje. Z oddali widać wieżowce, w których odbija się blask zachodzącego słońca. Obrzeża miasta są obskurne. Wszędzie wiszą pourywane kable. Wyblakłe, różnokolorowe, domy i zardzewiałe bramy na pierwszy rzut oka nie tworzą harmonijnej kompozycji. Powietrze wręcz ocieka zorganizowaną przestępczością. Maczo, który aż za dobrze zna miejscowe szajki, czuje się w obowiązku zawieźć mnie do samego hostelu. Błądzimy chwilę w labiryncie zaniedbanych uliczek, w końcu docieramy do celu. Na pożegnanie daje mi parę cennych wskazówek – mam na siebie uważać oraz mieć oczy i uszy szeroko otwarte.

 Przebojowa czterdziestka i gringo na autostradzie

– What is this gringo doing?! 

Takimi słowami podobno zareagowała Monica na widok białej kobiety łapiącej stopa przy ruchliwej ulicy na wylocie z San Juan. Burza czarnych loków, nie dający się ukryć poziom testosteronu i niespożyta energia – tak krótko można opisać Monicę, która z spiskiem opon i nie bacząc na zakazy drogowe, okazała trochę litości przybyszce z dalekiego lądu, zatrzymując się swoim czerwonym autem na środku autostrady.

      Godzina 18:00, stoimy w korku. Portorykańczycy po skończonej pracy wracają do swoich domów. Pogoda nie odpuszcza. Tak jak nie odpuszczała przez ostatnie dni, podczas których utwierdziłam się w przekonaniu, że Portorykańczycy to otwarty, życzliwy naród, a San Juan wygląda jak Hiszpania w miniaturze.

     Przyglądam się Monice z ciekawością. Na oko czterdziestoletnia, po rozwodzie, spełniona zawodowo Matka Portorykanka. Dziedzictwo Hiszpanii aż w niej kipi – widać to w jej ognistym temperamencie i żywiołowej gestykulacji. Nie muszę jej namawiać do zwierzeń. Tak jak każdy dotąd napotkany mieszkaniec wyspy, Monica chętnie opowiada o swoim życiu. Do niedawna jeszcze pracowała w Nowym Jorku. Porzuciła tamten świat i wróciła na wyspę. Miała dosyć wielkomiejskiego życia, ciągnęło ją do korzeni. Ma dwójkę dorosłych dzieci, kilkanaście lat młodszego chłopaka, całkiem niezłą roczną pensję – pracuje w instytucji rządowej, ale nie zdradza wielu szczegółów.

– To ściśle tajne. – mówi. W weekendy zwiedza wyspę i bombarduje profile społecznościowe zdjęciami słonecznych plaż. Burza loków zjeżdża z autostrady i proponuje, że podwiezie mnie dalej, niż zamierzała.

– Zabierzemy tylko mojego chłopaka, a później razem pojedziemy do Arecibo.

     Ku mojemu zdziwieniu, wjeżdżamy w boczną, niemal dziką drogę. Po obu jej stronach rosną okazałe drzewa, pnące rośliny. Jest ciemno, a tysiące żab, chowających się w zaroślach, dają ogłuszający koncert. Jedziemy pod górę, za nami na tle zachodzącego słońca, widać las równikowy spowity mgłą. Niebo jest różowe, powietrze wilgotne. Podziwiam przez chwilę ten widok, zachwycam się nim, chłonę każdą jego część i widzę cząstkę wolności w każdym jego zakątku. Nie muszę o nic pytać. Znam wszystkie odpowiedzi.

Więcej o Puerto Rico można przeczytać tutaj.

Paulina Jaszewska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Pin It Share 0 Google+ 0 0 Flares ×