Wyspa Vieques – historia pewnej fotografii, czyli ciąg dalszy podróży przez Puerto Rico

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Pin It Share 0 Google+ 0 0 Flares ×

Z pewnością nie jestem jedyną osobą, która wraz z początkiem stycznia rozpoczyna rozmyślanie o wakacyjnych wojażach. Planowanie, analizowanie, wyszukiwanie i tym podobne czynności mogą niektórym zająć całe miesiące. Jest w tym bardzo dużo przyjemności. Można cieszyć się zbliżającą się przygodą, ładować mini akumulatory na porządku dziennym oraz marzyć, tak po prostu.

pr1

Przyszłe podróże nieodłącznie kojarzą się z tymi minionymi – z tymi małymi zakątkami świata, które odcisnęły się w naszych myślach, niczym stemple przybijane w paszportach. Siedzą sobie spokojnie w zakamarkach i niekiedy pojawiają się, by umilić nam czas. Przychodzą i błyskają nam przed oczami obrazami bajkowych krajobrazów, których nie udało się uchwycić na fotografiach.

Obraz, który obecnie przemyka w moich myślach jest niezwykle żywy. Jawi się intensywnymi barwami zieleni, błękitu, różu i pomarańczy. Na dodatek jego niektóre elementy są w nieustannym ruchu – morskie fale, liście palm, kwiaty i żywe stworzenia swobodnie poruszają się po panoramicznym widoku.

Na wieki Vieques

Tego widoku nie da się zapomnieć. Oto krótka historia o tym, jak udało mi się zapisać ten obraz na zawsze w pamięci oraz co sprawiło, że mogłam go w ogóle zobaczyć.

Vieques to jedna z dwóch większych wysp przynależących do Puerto Rico. Można na nią dopłynąć promem z miejscowości Fajardo, która jest oddalona o niecałe dwie godziny jazdy od stolicy PR, San Juan. Fajardo jest niezbyt urokliwą mieściną, ale dużym jej plusem jest hostel Moonlight Bay, który znajduje się dosłownie parę kroków od wycieczkowych promów.

PR mapa

Podróż promem trwa około półtorej godziny. Początkowo, nasz plan zakładał wycieczkę na Culebrę, czyli drugą, nieco mniejszą wysepkę i bardziej malowniczą od Vieques. Stojąc w kolejce po bilety na Culebrę, usłyszeliśmy od pani, że bilety na prom na tę właśnie wyspę się skończyły [wskazówka: wystarczy kupić bilety wcześnie rano, by uniknąć podobnych sytuacji; koszt takiej przeprawy wynosi 2$]. Niewiele myśląc i zapomniawszy o życzliwych radach osób, które mówiły, by unikać Vieques pogrążonej w zorganizowanej przestępczości [tutaj z przymrużeniem oka], kupiliśmy bilety na prom i nieco zmieszani grzecznie usiedliśmy w poczekalni.

Od razu dało się zauważyć, że turyści wybierający się na Culebrę byli w doskonałych humorach – jechali w końcu na jedną z najpiękniejszych plaż świata (podobno), by cały dzień wylegiwać się na gorącym piasku. Ci, którzy jak my czekali na prom na wyspę Vieques w większości byli jej mieszkańcami. Przypomniawszy sobie w porę o radach życzliwych osób, postanowiliśmy mieć się na baczności. Przez całą podróż kurczowo trzymałam torebkę, choć obecni na pokładzie policjanci roztaczali wokół siebie w miarę bezpieczną aurę [resztę stanowił niewielki strach].

Tropików szał

Po kilkudziesięciu ujęciach turkusowej wody, dobiliśmy do brzegu. Już z pokładu zauważyliśmy niewielką plażę, na którą wkrótce mieliśmy się wybrać, gdyż była ona z dala od innych podróżujących. Plaże dla turystów usytuowane są po przeciwnym brzegu wyspy i by się tam dostać można wynająć samochód lub pojechać wyspiarską taksówką. My jednak postanowiliśmy oszczędzić na czasie i wybraliśmy się na wspomnianą wcześniej plażę. Krajobrazy były nieziemskie – porzucony okręt na tle krystalicznego morza stwarzał nieco mistyczny nastrój, a palmy rosnące przy brzegu w pełni oddawały tropikalny klimat.

Zanim jednak mogliśmy rozkoszować się na złotym piasku, musieliśmy pokonać małe i większe kamienie znajdujące się przy brzegu. Po kilku falach, które nas w całości zamoczyły, dotarliśmy na „naszą” plażę. Żadnych turystów, spokój i cisza. Przynajmniej tak nam się w tamtej chwili zdawało.

Po parogodzinnym wylegiwaniu się i przybrzeżnym pływaniu, postanowiliśmy wybrać się na króciutki spacer, mając nasze rzeczy w zasięgu wzroku. Nie wzięłam pod uwagę zdolności miejscowych złodziejaszków, którzy używali lustra, by odbić światło. Zrozumiałam to jednak trochę za późno. Wszystkie rzeczy były na swoim miejscu i tylko chęć zrobienia kolejnego zdjęcia zdradziła, że otóż stoimy na miejscu zbrodni – z torebki zniknął aparat i telefon, a wraz z nimi na zawsze wszystkie zrobione dotychczas zdjęcia.

Krajobraz jak ze snu

Lekko poddenerwowani [i po paru okrzykach wydanych w stronę krzaków] ruszyliśmy pod górę w głąb wyspy, by od drugiej strony dotrzeć do promu. I w tym właśnie momencie ujrzałam jeden z najpiękniejszych obrazów, jakie kiedykolwiek widziałam. Przedzierając się przez wysoką trawę, wystraszyliśmy jaszczurki, które się w niej chowały. W jednej chwili moim oczom ukazała się pokaźnych rozmiarów jaskrawo zielona iguana, która szybko przemknęła tuż obok nas. Zaraz po niej zobaczyłam kolejną, tym razem wściekle pomarańczową. Na chwilę się zatrzymałam, pochłonęłam każdy szczegół tego zdarzenia i ze spokojem obróciłam się w stronę oceanu. Niebiański widok zapierał dech. W jednej chwili okazało się, że wcale nie potrzebuję utrwalać tej chwili na fotografii. Od tamtej pory ma się całkiem nieźle w mojej głowie.

Ta mała przygoda doprowadziła do zmiany naszych planów – zrezygnowaliśmy z zamiaru objechania wyspy i wróciliśmy do San Juan. Być może ten mały zwrot akcji uchronił nas przed większą, bardziej ryzykowną przygodą, przed którą próbowała nas uchronić pewna pani swoją modlitwą.

O pierwszej części przygody można przeczytać tutaj.

  4 comments for “Wyspa Vieques – historia pewnej fotografii, czyli ciąg dalszy podróży przez Puerto Rico

  1. ~mlodynie
    31 stycznia 2016 o 22:47

    Ciekawych przygód ciąg dalszy….. nie wiem jak wy ale ja jestem wielkim fanem bloga tej niezwykle obiecującej pisarki !!!

    • Paulina
      1 lutego 2016 o 16:10

      Bardzo dziękuję! :D

  2. ~Jola
    1 lutego 2016 o 20:39

    Ciekawy artykuł! Z niecierpliwością czekam na dalsze opowieści. Dziękuję, dzięki Pani czuję, że tęż byłam na Puerto Rico!

    • Paulina
      1 lutego 2016 o 20:59

      Bardzo Pani dziękuję i pozdrawiam serdecznie! :)

Odpowiedz na „~mlodynieAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Pin It Share 0 Google+ 0 0 Flares ×