Myrtle Beach – ocean, rajska plaża i kicz

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Pin It Share 0 Google+ 0 Filament.io Made with Flare More Info'> 0 Flares ×

Sezon na zagraniczne wycieczki w ramach programów studenckich typu ‘work and travel’ właśnie się rozpoczyna. Setki młodych ludzi już niebawem spakują torby i polecą za wielki ocean – do Ameryki. Spośród dziesiątek miejsc, które rzeczywiście są warte paru miesięcy naszego życia, znajdą się też takie, które po paru tygodniach zwyczajnie nam się znudzą.

MB7

Często wybór miejsca, które stanie się naszym domem oraz miejscem pracy na kilka miesięcy jest raczej dziełem przypadku niż świadomym rozważaniem i dokładnym przeanalizowaniem wszystkich aspektów ‘za’ i ‘przeciw’ danego miejsca. Czasami krótki impuls zadecyduje, gdzie trafimy – gdzie każdego dnia będziemy się budzić, z jakimi ludźmi będziemy pracować, jak będzie wyglądało nasze codzienne życie, jak będziemy spędzać wolny czas, i wreszcie najważniejsze – jak będziemy się w tym miejscu po prostu czuć.

Atlantyk? Jadę!

Kto nie skusiłby się na słowo plaża? Do tego nieznikające słońce, palmy, ciepły ocean, amerykański splendor i dużo uśmiechniętych ludzi. [Żyć nie umierać!] Połączenie pracy z wakacjami na niemal rajskiej plaży to dla wielu spełnienie marzeń. Jednak nie zawsze warto ulegać pokusie.

Myrtle Beach to nadmorska miejscowość nad Oceanem Atlantyckim, rozciągająca się wzdłuż wschodniego wybrzeża USA, w stanie Karolina Południowa (South Carolina), jest częścią ‘wielkiego pasma plaż’ (ang. The Grand Strand), który rozpościera się na długości ponad 60 mil (96 km) od północnej granicy z sąsiadującym stanem – Karoliną Północną do miasta Georgetown, położonego 30 mil (48 km) na wschód od Myrtle Beach. W większości ten nadmorski pas jest usłany hotelami – wysokimi budynkami tworzącymi specyficzny wachlarz, który dzielą zaledwie metry od brzegu oceanu. Dla tych, którzy wyobrażają sobie, że nadmorska plaża to nic innego jak piasek, szum fal, spokój i czysta natura, myrtlowska sceneria będzie niestety daleka od takiego wyobrażenia.

MB10

Ta nietypowa sceneria co roku odwiedzana jest przez wierne grono turystów z pobliskich stanów (głównie rodzin z dziećmi), jak i zagranicznych przybyszy nawet ze Starego Kontynentu, nie wliczając studentów, którzy przybywają z różnych zakątków świata – między innymi z Tajlandii, Słowenii, Bułgarii, jak również z Polski w ramach programów ‚pracuj i zwiedzaj’ (ang. work and travel). Myrtle Beach to też kierunek rzeszy amerykańskich studentów celebrujących spring break (dosł. wiosenną przerwę).

Krótkie wakacje a codzienność

Myrtle Beach to raj na kilkudniowy wypad w iście egzotyczne klimaty – kąpiel w przyjemnym oceanie, wylegiwanie się na plaży w dzień, wieczorem zwiedzanie amerykańskich pubów i restauracji, czemu nie?

Niestety, codzienne życie w tym miejscu nie jest już tak kolorowe – przynajmniej dla tych, którzy nie przywykli do gorącego klimatu i wysokiej wilgotności, karaluchów, odległości na linii praca-dom-sklep, braku regularnej komunikacji miejskiej (zakup roweru jest koniecznością), fali przestępczości oraz zaczepek podejrzanych osobników. W nocy wszystko może się wydarzyć i wcale nie jest dziwną rzeczą, że co drugi mieszkaniec wozi ze sobą broń (dlatego w przypadku młodych ludzi wytężony słuch i dobry wzrok to podstawa). Nie znaczy to jednak, że wyjście z domu wieczorem jest niemożliwe – spacery po plaży w blasku księżyca są nawet wskazane (ale nigdy w pojedynkę). Zastanawiający jest jednak fakt, dlaczego plaża nocą jest niemal pusta – wyjątkiem są cotygodniowe pokazy sztucznych ogni, kiedy wszyscy zbierają się na plaży, by podziwiać kolorowe fajerwerki.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Znalezienie odpowiedniego zakwaterowania to kwestia kluczowa dla młodych ludzi chcących połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli wakacyjną zabawę z pracą. Często pracodawcy, u których znajdą zatrudnienie studenci, nie oferują zakwaterowania, co tworzy dodatkowy problem dla młodych ludzi, którzy mogą paść ofiarą oszustów, dlatego ważne jest, by szukając mieszkania korzystać tylko ze sprawdzonych kontaktów. Do tego dochodzi wybór lokalizacji i dystans dzielący miejsce pracy od potencjalnego miejsca zamieszkania – nie wszystkie dzielnice są bezpieczne, także istotne jest, by dobrze przemyśleć taki wybór.[Spanie na plaży, jako plan B, raczej nie jest dobrym pomysłem].

MB8

Warto wspomnieć, że miasto nieustannie patrolowane jest przez policjantów, co z pewnością podnosi poczucie bezpieczeństwa w tym miejscu. Funkcjonariusz amerykańskiej policji, kiedy już nas spotka spacerujących nocą po nadmorskich uliczkach, nie tylko zapyta się nas jak nam mija wieczór, ale również upewni się, że wszystko jest w porządku, a w razie potrzeby na pewno będzie chciał bezpiecznie odprowadzić nas do domu. Przy tym uświadomi nas, że uskutecznianie wieczornych spacerów po Myrtle Beach jest bardzo niebezpieczne, a dwójka młodych ludzi może stać się łatwym celem miejscowych przestępców. Tutaj trzeba podkreślić, że amerykański policjant ma szczere intencje i zwyczajnie wykonuje swoje obowiązki, a jego kompetentne podejście do swojej profesji, naprawdę wzbudza szacunek. Natomiast, jeżeli przyjdzie nam odwiedzić posterunek policji – a to bardzo prawdopodobny scenariusz – nie tylko zostaniemy miło przyjęci, ale również będziemy traktowani jako prawowici obywatele USA.

Nadmorski kicz

Nie da się pominąć tego rzucającego się w oczy aspektu myrtlowskiej infrastruktury – tandetne parki rozrywki, wesołe miasteczka, salony gier, wszelakie fast foody i reklamujące je bilbordy, nieodzowne amerykańskie bufety, tanie sklepy z pamiątkami oraz wizytówka miasta – Sky Wheel, czyli diabelski młyn. Te obiekty, w połączeniu z kolorowymi światełkami oraz nieodłącznym warkotem jeepowskich silników (im większy samochód, tym głośniejsza muzyka) sprawiają, że rozrywkowe centrum Myrtle Beach na Ocean Boulvard żyje w swoim własnym neonowym i głośnym świecie, który po jakimś czasie może dosłownie zacząć razić. Niemniej jednak, po północy ten gwarny deptak zamienia się w istne pustkowie – nieliczni chowają się w barach i klubach, a rodzinni wczasowicze już dawno śpią.

MB2

Wszechobecne ‘nieokiełzanie’ Myrtle Beach ma jednak swoje plusy – gdy o 7:00 rano to stylowe na swój sposób amerykańskie miasteczko dopiero budzi się do życia, panuje cisza i spokój, a wraz z nimi stale towarzyszące słońce, można wybrać się na plażę z książką, i po cichu sączyć ice coffee. Ten sielski krajobraz utrzyma się jeszcze przez dwie godziny, po czym rządni opalenizny amerykańscy turyści, po bufetowym śniadaniu, szturmem ruszą na plażę.

Kolejnym plusem MB są widoki – nawet pulsujące światełka, na czele z diabelskim młynem, obserwowane z plaży w gwieździstą noc, potrafią stworzyć niepowtarzalną atmosferę, godną zapamiętania na dłużej. Do tego piękne zachody słońca, podziwiane z mola, sprawią, że z odpowiedniej perspektywy te wszystkie surowe budowle nabiorą ściślej nieopisanego uroku w blasku zachodzącego słońca.

MB13

Dieta? Nie dziękuję

Myrtle Beach to raj dla tych, którzy kochają jeść, szczególnie fast foody i wszelkie inne niezdrowe jedzenie obfitujące w kalorie. Wakacyjna miejscowość słynie z niezliczonej liczby restauracji, w tym bardzo popularnych wśród Amerykanów bufetów – ‚all you can it’, czyli jedz ile chcesz za określoną kwotę. To dobry moment, by skosztować nie tylko tradycyjnej kuchni amerykańskiej, a ta, wbrew pozorom nie słynie jedynie z hamburgerów i frytek (a McDonald’s wcale nie jest najpopularniejszym fast-foodem), ale również kuchni meksykańskiej, japońskiej, chińskiej oraz wielu innych. Knajpki te oferują przeróżne dania – od owoców morza w różnej postaci, przez kolorowe sushi, po ostre burrito i żeberka w sosie barbecue, oraz oczywiście słynne steki.

MB11

Ci, którzy wolą zdrowszy tryb życia będą musieli dokładnie studiować sklepowe etykiety produktów – to oznacza żmudne zajęcie w labiryncie półek, w większości zakończone niepowodzeniem. Amerykanie kochają bowiem gotowe posiłki, typu ‚microwave ready’ – mrożonki, z których w sześćdziesiąt sekund można ‘wyczarować’ pełne dania, toteż nie powinien zdziwić fakt, że wszystkie markety mają szeroki asortyment takich produktów – począwszy od kurczaka, przez łososia i makarony, na ciastach skończywszy.

Warto dodać, że amerykańskie bufety na deser serwują owoce – genetycznie modyfikowane i soczyste wytwory, które na sklepowych półkach wyglądają niemal identycznie, a ich smak w niczym nie przypomina owoców z Polskich sadów.

Ostatecznie nadmiar kalorii można zrzucić – pływając w oceanie, a właściwie rzucając się na fale i omijając meduzy, zwracając przy tym uwagę, czy ratownik przypadkiem nie wywiesił czerwonej flagita może oznaczać, że w naszej okolicy czai się rekin. Można również pokusić się o jogging nad brzegiem oceanu, jednak żar lejący się nieustannie z nieba może być niemałym utrudnieniem w ukończeniu tego jakże morderczego zadania.

MB12

Po historię do Charleston

Miłośnicy historii i zwolennicy pieszych wędrówek po uliczkach starych miast raczej nie znajdą nic dla siebie w Myrtle Beach, które oficjalnie zostało założone niespełna 80 lat temu. Wystarczy jednak wyruszyć trochę dalej, by zaczerpnąć nieco ducha historii. Sto mil na wschód i dwie godziny drogi od MB zaprowadzi nas do Charleston, które urzeknie nas nie tylko swoją przeszłością, ale i panującą atmosferą, która przypomina nieco europejskie miasteczka. Miasto to nie tylko pamięta czasy kolonialne, ale również Amerykańską Rewolucję i Wojnę Secesyjną. W tej ostatniej Charleston pełniło kluczową funkcję, gdyż to właśnie ostrzelanie Fortu Sumter przez konfederatów rozpoczęło amerykańską wojnę domową. Co więcej, zaledwie 30 mil (48 km) od Myrtle Beach znajduje się Georgetown, a 150 mil (240 km) w głąb stanu – Columbia – to kolejne miasta Karoliny Południowej z ciekawą historią, które z pewnością zasługują na bliższe poznanie. 

Myrtle Beach na pewno skusi ciepłym klimatem, oceanem i palmami – ten niemal rajski obrazek zaślepi nas na jakiś czas, później, w miarę odzyskiwania zdolności widzenia, zaczniemy dostrzegać jego pewne niedociągnięcia – wielkie hotele burzące nadmorski krajobraz, kolorowe banery przydrożnych restauracji, wszechobecny hałas silników i gwar wczasowiczów na plaży. Do tego upał, sporadyczny wiatr i przejściowy strach przed niebezpieczeństwem, które może czaić się za rogiem.

Być może warto zastanowić się dwa razy, zanim wybierzemy miejsce naszych wakacyjnych wojaży. Amerykańskie miasteczko nad Oceanem Atlantyckim może w rzeczywistości wyglądać nieco inaczej, niż na pięknej pocztówce.

Muszę dodać, że sama mam mieszane uczucia do Myrtle Beach – gdyby nie ta podróż, być może nigdy nie poznałabym mojej trzeciej miłości, a już na pewno nie zaznałabym amerykańskiego stylu życia – szokującego, ale pełnego uśmiechu i szczęścia.

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Pin It Share 0 Google+ 0 Filament.io Made with Flare More Info'> 0 Flares ×

  3 comments for “Myrtle Beach – ocean, rajska plaża i kicz

  1. 20 maja 2015 o 22:35

    Po przeczytaniu twojego artykułu naszła mnie myśl – „Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Jest wiele pięknych miejsc na świecie, które sama pragnę zobaczyć choć raz w życiu. Wielokrotnie jednak nasze wyobrażenia o danym miejscu są oparte o uproszczone obrazy, które nie zawsze oddają prawdziwy klimat kraju i miejsc z nim związanych. Mimo wszystko warto mieć marzenia, podróżować, poznawać świat, doceniać uroki każdego miejsca w którym się znajdujemy, mieszkamy, ale to nie samo miejsce, a my czynimy się w nim szczęśliwi. Myśląc jednak o Polsce, choć uwielbiam mój kraj, najbardziej brakuje mi w nim stałej słonecznej aury, słońca, które jest największym motywatorem codzienności…

    • Elif
      20 maja 2015 o 22:48

      myślę, że każde miejsce, które zawiera choć trochę słońca jest warte odwiedzenia, tak jak mówisz, słońce potrafi być największym motywatorem – wystarczy jego choć trochę i od razu łatwiej się wstaje z łóżka :)

  2. 21 maja 2015 o 15:11

    Dlatego wszystkim życzę dużo słońca, sobie także:)Tym bardziej, że u mnie dzisiaj pochmurno i brzydko…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Pin It Share 0 Google+ 0 Filament.io 0 Flares ×